Newsletter Subscribe
Enter your email address below and subscribe to our newsletter

Po publikacji tekstu „Klienci Getin Banku nie mogą odzyskać swoich pieniędzy” do redakcji wciąż zgłaszają się osoby, które zakładając lokatę w placówce przy ul. Partyzantów 3 w Nowym Dworze Mazowieckim straciły znaczną część oszczędności. Wszystkie relacje układają się w ten sam schemat: klient przychodzi po zwykłą lokatę, wychodzi z dziesięcioletnim produktem ubezpieczeniowo-inwestycyjnym.
Na ślub i samochód
Dwa dni po córce identyczny produkt założyła jej mama, pani Jolanta. – Ta pani zaproponowała mi taką lokatę, chociaż wielokrotnie mówiłam jej, że chcę kupić samochód i będę po pół roku potrzebowała pieniędzy – opowiada. O tym, jak wyglądają rzeczywiste warunki umowy, matka i córka przekonały się wkrótce.
Zlikwidowały lokaty
Pani Jolanta ponownie udała się na ul. Partyzantów, gdzie usłyszała, że to wszystkie środki, jakie jej się należą. – Do tej pory nikt nie wytłumaczył mi, na jakiej podstawie zabrano mi 8300 zł, powiedziano mi tylko, że „przecież podpisałam umowę…” – mówi poszkodowana klientka.
Historia powtórzyła się z udziałem pani Moniki. – Złożyłam rezygnację tego samego dnia co moja mama. Ona pierwsza dostała przelew z pomniejszoną kwotą, więc zaniepokojona poszłam natychmiast do banku. Dowiedziałam się wówczas, że moja rezygnacja została anulowana. Osoby z obsługi nie mogły mi wytłumaczyć, kto i na jakiej podstawie to zrobił. Po kilku dniach dostałam telefonicznie informację, że na moje konto wpłynie kwota 12 000 zł – mówi pani Monika. – Potrzebowałam pieniędzy na wesele, był czas, aby za wszystko zacząć płacić. To wszystko kosztowało mnie tyle nerwów. W banku wylałam wiele łez, ale panie z obsługi tylko się uśmiechały i nic sobie z tego nie robiły.
Obie do chwili obecnej nie mają żadnych informacji, czy odzyskają swoje pieniądze, choć reklamację wysłały do banku 10 lipca br.
Reklamacje trwają
Pani Anna z Nowego Dworu Maz. wysłała reklamację we wrześniu. Ona także twierdzi, że została wprowadzona w błąd przez obsługę banku.
Czym naprawdę jest „Kwartalny Profit”
Wbrew temu, co słyszeli klienci w okienku, nie chodzi o żadną lokatę. Formalnie jest to grupowe ubezpieczenie na życie i dożycie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym, do którego klient przystępuje na podstawie deklaracji. Umowa zawierana jest na dziesięć lat, a wpłacone środki trafiają do funduszu Open Life AP UFK, uruchomionego specjalnie na potrzeby tej subskrypcji.
W praktyce produkt nie spełnia ani jednej z cech, których oczekiwali klienci. Nie jest lokatą, bo nie daje gwarancji zwrotu kapitału takiej jak bankowy depozyt. Ubezpieczeniem też jest tylko z nazwy: suma na wypadek śmierci bywa w takich konstrukcjach symboliczna, rzędu 100 zł albo jednego procenta składki zainwestowanej. Stąd potoczna nazwa „polisolokata”. Wcześniejsze wyjście z umowy oznacza opłatę likwidacyjną pochłaniającą nawet 30 i więcej procent wpłaconej kwoty, dokładnie tak, jak doświadczyły tego nasze rozmówczynie.
Bank oferował całą rodzinę podobnych rozwiązań: obok „Kwartalnego Profitu” i „Kwartalnego Profitu Plus” także „Kwartalne Zyski” czy „Symfonię Zysków”. Wszystkie były dziesięcioletnimi strukturami z wpłatą jednorazową w formie ubezpieczenia na życie i dożycie z UFK.
Sprawą zajął się UOKiK
Skargi na sposób sprzedaży tych produktów zaczęły napływać do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Po zakończeniu postępowania wyjaśniającego prezes UOKiK wszczęła 19 października 2012 roku sformalizowane postępowanie w sprawie praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów w związku z ubezpieczeniami na życie i dożycie z UFK oferowanymi przez Getin Noble Bank. Kolejne postępowanie ruszyło 6 listopada 2012 roku i dotyczyło informacji przekazywanych klientom podczas prezentowania cech produktów w placówkach banku oraz w punktach franczyzowych.
Nie były to jedyne kroki. Pod koniec września 2012 roku Komisja Nadzoru Finansowego wydała opinię krytykującą sprzedaż produktów wysokiego ryzyka osobom, które nie były na to przygotowane. Efektem było wycofanie przez Getin Noble Bank całej serii kwestionowanych rozwiązań, w tym „Kwartalnych Zysków”, „Kwartalnego Profitu” i „Symfonii Zysków”. Jak wynika z danych rynkowych, powiązane z nimi fundusze zanotowały w tym okresie straty sięgające od kilku do niemal 30 procent.
Klienci zaczęli się też organizować. Do redakcji branżowych zgłaszały się dziesiątki osób, w większości starszych, a część z nich rozważała wystąpienie z pozwem zbiorowym. Sam bank utrzymywał wówczas, że skala zjawiska jest niewielka, bo reklamacje dotyczą mniej niż jednego procenta sprzedanych produktów.
Co robić, gdy okaże się, że lokata to polisolokata
Pierwszym krokiem jest pisemna reklamacja skierowana do centrali banku:
Getin Noble Bank Spółka Akcyjna
ul. Domaniewska 39
02-672 Warszawa
Warto w niej dokładnie opisać przebieg rozmowy sprzedażowej i wskazać, jakie informacje przekazał pracownik. Jak pokazuje przykład pani Iwony D., której sprawę opisywaliśmy wcześniej, reklamacja bywa rozpatrywana na korzyść klienta. – Stracę prawdopodobnie 7 procent wniesionej kwoty. Pozostała część ma być mi zwrócona – mówi.
Jeśli bank odmówi, pozostaje droga poprzez miejskiego lub powiatowego rzecznika konsumentów, organizacje konsumenckie oraz postępowanie sądowe. Uwaga na propozycje ugody: z relacji klientów wynika, że bank wprowadza do nich klauzule poufności obwarowane wysokimi karami umownymi, sięgającymi nawet ponad 100 tys. zł.
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów ostrzega
Produkty inwestycyjno-oszczędnościowe łączą się często z lokowaniem środków w funduszach inwestycyjnych lub z zawarciem umowy ubezpieczenia na życie. W takim przypadku inwestycja może, ale nie musi przynieść zysk dopiero po wielu latach, na przykład po 10, 15 czy 20, a przedwczesne wycofanie się z oszczędzania może skutkować utratą bardzo znacznej części zgromadzonych środków.
Lokując oszczędności, zawsze warto upewnić się, jaki charakter ma oferowany przez bank lub pośrednika produkt, a w razie najmniejszych wątpliwości zasięgnąć porady i nie podejmować pochopnych decyzji. Decydując się świadomie na produkt długoterminowy, trzeba liczyć się z brakiem dostępu do pieniędzy przez wiele lat, czasem aż do osiągnięcia wieku emerytalnego. Nie przez przypadek takie inwestycje traktuje się jako dodatkowe zabezpieczenie emerytalne, a nie sposób na zabezpieczenie się przed kłopotami finansowymi w perspektywie najbliższych kilku lat.
ok bede pisal kolejny art ale nie ma go w webarcive.
link: [nr-112–telefon-odbiera-radom](http://www.goniec-lokalny.pl/article/nr-112–telefon-odbiera-radom)
info z internetu: Tak, w Radomiu działa Centrum Powiadamiania Ratunkowego (CPR), które jest jednym z dwóch takich ośrodków w województwie mazowieckim (obok Warszawy). [[1](https://www.radom24.pl/wiadomosci-radom/wypadek-pozar-zadzwon-na-112-radom-juz-obsluguje-numer-alarmowy-10310), [2](https://www.gov.pl/web/uw-mazowiecki/112—ten-numer-ratuje-zycie), [3](https://echodnia.eu/radomskie/powstaje-centrum-powiadamiania-ratunkowego-operatorzy-juz-sie-szkola-i-cwicza/ar/8848345), [4](https://www.radom24.pl/wiadomosci-radom/wypadek-pozar-zadzwon-na-112-radom-juz-obsluguje-numer-alarmowy-10310)] To właśnie tam pracują operatorzy numerów alarmowych, którzy odbierają połączenia i przekierowują je do odpowiednich służb ratunkowych. [[1](https://wartowiedziec.pl/polityka-zdrowotna/19159-radom-unowoczenia-centrum-powiadamiania-ratunkowego), [2](https://bezpieczna.um.warszawa.pl/-/zostan-operatorem), [3](https://www.facebook.com/100067046507013/posts/1213495714228634/)] Oto najważniejsze fakty o tym, jak działa system w Radomiu:
Jeśli potrzebujesz szczegółowych instrukcji dotyczących działania systemów ratunkowych lub chcesz dowiedzieć się więcej o czasie reakcji służb, daj mi znać, jak mogę Ci dalej pomóc!
Nr 112 – telefon odbiera Radom
Dzwoniąc pod numer alarmowy 112 z Nowego Dworu Mazowieckiego i okolic, nie łączymy się z żadną miejscową jednostką. Zgłoszenie odbiera operator siedzący kilkadziesiąt kilometrów dalej, w Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Radomiu. To ono obsługuje całe województwo mazowieckie z wyjątkiem Warszawy, która ma własny ośrodek.
Dwa centra na Mazowszu
CPR w Radomiu ruszyło w grudniu 2012 roku i stopniowo obejmowało kolejne powiaty województwa. Od listopada 2013 roku Mazowsze jako jedyny region w kraju dysponuje dwoma takimi ośrodkami: w Warszawie i w Radomiu. Razem obsługują około 15 procent wszystkich zgłoszeń alarmowych w Polsce.
Radomskie centrum jest największe w kraju. Zdecydowało o tym Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji, biorąc pod uwagę możliwość szybkiej rozbudowy istniejącej infrastruktury. Siedziba mieści się w budynku straży pożarnej przy ul. Traugutta. W grudniu oddano do użytku dodatkowe piętro o powierzchni ponad 700 metrów kwadratowych, z salą operatorską zajmującą około 400 metrów i pomieszczeniem wypoczynkowym dla dyżurujących. Inwestycja kosztowała ponad 5,5 mln zł ze środków przekazanych wojewodzie przez ministra administracji i cyfryzacji.
Zatrudnienie rosło razem z zasięgiem. Na starcie pracowały tam 32 osoby, potem 71, a docelowo ośrodek ma dysponować setką stanowisk operatorskich. Przy każdym może pracować pięciu operatorów na zmianach, bo system działa całą dobę przez siedem dni w tygodniu.
Jak to działa
Zadaniem operatora nie jest wysyłanie karetki czy radiowozu. Odbiera on połączenie, kwalifikuje zgłoszenie i przekazuje je wraz z elektronicznym formularzem do właściwej służby: policji, straży pożarnej albo pogotowia ratunkowego. Dopiero dyspozytor tej służby dysponuje siłami i środkami.
W skali kraju działa 17 centrów powiadamiania ratunkowego, po jednym w każdym mieście wojewódzkim plus Radom. Wszystkie tworzą jeden system, oparty na zasadzie wzajemnej zastępowalności. Jeśli w Radomiu dojdzie do awarii albo nagłego skoku liczby połączeń, których miejscowi operatorzy nie zdążą odebrać, rozmowa zostaje automatycznie przekierowana do wolnego operatora w innym centrum, choćby we Wrocławiu. Działa to również w drugą stronę: operator z Radomia może odebrać telefon z drugiego końca Polski. Dzwoniący tego nie odczuwa.
Zaletą jest też obsługa językowa. Numer 112 obowiązuje w całej Unii Europejskiej, a zgłoszenie od obcokrajowca można przekierować do operatora władającego danym językiem, pracującego w dowolnym CPR w kraju.
997 i 998 też trafiają do Radomia
Wraz z rozwojem systemu do centrów przeniesiono obsługę tradycyjnych numerów alarmowych. Radom był pierwszym miastem na Mazowszu, w którym policyjne 997 przełączono do CPR. Numer nadal działa, zmieniło się tylko miejsce odbioru zgłoszenia: dzwoniący trafia do operatora numeru alarmowego, a nie bezpośrednio na policję. Analogicznie przeniesiono strażackie 998, a docelowo system obejmuje także 999.
Sens tej zmiany jest podwójny. Po pierwsze, jedno zgłoszenie może uruchomić naraz wszystkie potrzebne służby. Po drugie, dyspozytorzy poszczególnych formacji dostają wyłącznie sprawy, które faktycznie ich dotyczą, czyli informacje o zagrożeniu życia, zdrowia, mienia lub środowiska albo o naruszeniu bezpieczeństwa i porządku publicznego.
Warto pamiętać, że numery alarmowe nie służą do zwykłego kontaktu z policją. W sprawach niepilnych należy dzwonić bezpośrednio do właściwej komendy.
Skala i największa bolączka
Liczby robią wrażenie. Radomskie centrum odbiera w ciągu roku ponad 1,8 miliona połączeń przychodzących, a w skali obu mazowieckich CPR operatorzy przyjęli w jednym roku ponad 3 miliony zgłoszeń. Zatrudnienie w Radomiu dochodziło w kolejnych latach do 121 operatorów.
Problemem numer jeden pozostają połączenia bezzasadne. Na Mazowszu fałszywe zgłoszenia stanowiły 44 procent wszystkich odebranych telefonów. Każdy taki telefon zajmuje operatora, który w tym czasie nie może odebrać rozmowy od osoby faktycznie potrzebującej pomocy. Sam system ma jednak i tę zaletę, że zatrzymuje pomyłki i żarty na poziomie centrum, zanim dotrą do dyspozytorów służb.
Mimo tego obciążenia czas oczekiwania jest krótki. Gwarancję dodzwonienia się na 112 i skrócenie średniego czasu oczekiwania na operatora do kilkunastu sekund wymieniano jako główne zalety powstania centrów. W 2015 roku średni czas obsługi jednego zgłoszenia wynosił 73 sekundy.
Co powiedzieć operatorowi
Rozmowa idzie sprawniej, gdy dzwoniący od razu poda konkretne informacje: co się stało, gdzie dokładnie (adres, numer drogi, charakterystyczny punkt), ile osób jest poszkodowanych i czy komuś zagraża bezpośrednie niebezpieczeństwo. Trzeba też podać swoje imię i nazwisko oraz numer telefonu i nie rozłączać się, dopóki operator nie zakończy rozmowy. Może bowiem dopytać o szczegóły, które przesądzą o tym, jakie służby zostaną skierowane na miejsce.