Newsletter Subscribe
Enter your email address below and subscribe to our newsletter

Od 1 stycznia 2016 roku straż miejska w Nowym Dworze Mazowieckim nie prowadzi już pomiarów prędkości. Fotoradar, którym dysponowała od czerwca 2009 roku, trafił do magazynu. Przez sześć i pół roku jego funkcjonowania kierowcy zapłacili niemal milion złotych mandatów. Sprawy, które nie zostały jeszcze zakończone, przejmie policja, więc na darowanie zaległości nikt liczyć nie może.
Skąd ta zmiana
Podstawą jest ustawa z 24 lipca 2015 roku o zmianie ustawy Prawo o ruchu drogowym oraz ustawy o strażach gminnych (Dz. U. poz. 1335). Sejm przyjął ją niemal jednogłośnie: za odebraniem strażom fotoradarów głosowało 404 posłów, przeciw było 18, jedna osoba wstrzymała się od głosu. Ustawę podpisał prezydent Andrzej Duda, a jej wejście w życie odroczono do początku 2016 roku, by samorządy zdążyły zweryfikować budżety. W wielu gminach wpływy z mandatów stanowiły bowiem istotną część dochodów.
Bezpośrednim impulsem był raport Najwyższej Izby Kontroli z listopada 2014 roku. NIK stwierdziła, że zaangażowanie strażników w obsługę urządzeń, zwłaszcza przenośnych, wynika często nie tyle z troski o bezpieczeństwo, ile z chęci pozyskania pieniędzy do gminnej kasy. Kontrolerzy wskazywali, że strażnicy ustawiają się w miejscach uzgodnionych z policją jedynie na początku i na końcu służby, a w trakcie przenoszą się tam, gdzie mandatów jest więcej.
Po nowelizacji zakaz objął wszystkie rodzaje urządzeń: stacjonarne, przenośne i mobilne. Zmieniono brzmienie art. 129b ust. 2 pkt 1 Prawa o ruchu drogowym, pozostawiając strażnikom kontrolę ruchu wyłącznie wobec kierujących niestosujących się do znaku zakazu ruchu w obu kierunkach. Znaki D-51 informujące o kontroli prędkości, stawiane na wniosek straży, poszły do demontażu, a większość z ponad 400 urządzeń w kraju owinięto czarną folią. Pomiary prędkości pozostały w gestii policji i Inspekcji Transportu Drogowego.
Bilans nowodworskiego fotoradaru
Ze statystyk przekazanych przez straż miejską wynika, że między 24 czerwca 2009 a 30 grudnia 2015 roku urządzenie zarejestrowało 5750 przypadków przekroczenia dozwolonej prędkości. Wystawiono 4229 mandatów karnych na łączną kwotę 982 505 zł. W 395 przypadkach skończyło się na pouczeniu lub ostrzeżeniu, a 904 sprawy trafiły do sądu z wnioskiem o ukaranie. Rekordzista jechał w terenie zabudowanym o 53 km/h za szybko.
Co z niezakończonymi sprawami
Wraz z uprawnieniami do pomiaru prędkości straże straciły też status oskarżyciela publicznego w tego rodzaju sprawach. Oznacza to, że od 1 stycznia nie mogą samodzielnie wysyłać wezwań do zapłaty, nawet za wykroczenia popełnione w 2015 roku. Zgodnie ze stanowiskiem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji postępowania wszczęte, ale niezakończone przed początkiem roku, przechodzą do dalszego prowadzenia przez policję. Zaległe mandaty trzeba więc będzie uregulować.
Warto pamiętać o terminach przedawnienia. Wykroczenie przedawnia się po roku od popełnienia, ale jeśli postępowanie wszczęto przed upływem tego roku, karalność wygasa dopiero po dwóch latach.
Losy samego urządzenia
Pozostaje kwestia fotoradaru, który samorząd kupił za własne pieniądze. Na razie leży w magazynie. Komendant straży miejskiej liczy na odpłatne przekazanie go innej służbie, na przykład Inspekcji Transportu Drogowego. Ta z kolei rozbudowuje wtedy własny system: docelowo obejmuje on w skali kraju 400 fotoradarów, 29 odcinkowych pomiarów prędkości, 20 instalacji rejestrujących wjazd na czerwonym świetle oraz 29 urządzeń mobilnych w pojazdach ITD. Pojawiają się jednak głosy, że sama Inspekcja mogłaby w przyszłości zostać wchłonięta przez policję.